środa, 11 listopada 2015

Podziękowania

Podziękowania.

Długo zbierałam się do napisania notki, która w naturalny sposób powinna pojawić się zaraz po epilogu. Na tej historii chyba od samego początku wszystko robiłam na opak, przynajmniej w porównaniu do moich innych opowiadań, więc nawet sobie samej nie dziwię się, że zebranie się do odpowiedniego uhonorowania tego opowiadania zabrało mi kilka dni, chociaż wcześniej niejednokrotnie zastanawiałam się nad tym, jak zachowam się, kiedy dojdę do tego momentu. Zdaję sobie sprawę również z tego, że ten z moich blogów zawsze traktowałam trochę po macoszemu, dlatego tym bardziej jestem z siebie dumna, że ostatecznie udało mi się doprowadzić go do końca – i to nawet pomimo tego, że zajęło mi to… ponad pięć i pół roku.
Dziwnie jest myśleć mi o tym, że to już koniec, chociaż jednocześnie czuję wręcz niewysłowioną ulgę, że ostatecznie wszystko potoczyło się w ten sposób. Chyba nigdy tak naprawdę nie poczułam tej historii i nie będę ukrywać, że „Another Twilight Story” jest i chyba już zawsze będzie najmniej lubianym przeze mnie, najsłabszym z moich opowiadań. Nie potrafiłam wczuć się w Bellę, chociaż bywały momenty, w którym to, co pisałam, dawało mi naprawdę dużo przyjemności. Nigdy też nie pisałam na siłę, co chyba zdążyliście zauważyć po tym, jak długo momentami trzeba było czekać na rozdział. Prawda jest taka, że prawdziwy związek z tą konkretną historią poczułam chyba dopiero na etapie trzeciej księgi, wprowadzając postacie Izadory i Olivera, którzy zawsze będą moją ulubioną parą w tym opowiadaniu – i to pomimo zakończenia, które pojawiło się w mojej głowie tak nieoczekiwanie i które wydało mi się najodpowiedniejsze, mimo przykrych emocji, które się z nimi wiązały.
Czuję ulgę, ale i swego rodzaju smutek, bo wbrew wszystkiemu jestem z tym blogiem związana. Jakby nie patrzeć, spędziłam na pisaniu tej historii część gimnazjum i całą szkołę średnią, żeby ostatecznie uhonorować je właściwie już jako studentka. To dziwne uczucie, żegnać się z czymś, co było częścią mojego życia przez tak długi okres czasu… Najbardziej jednak cieszy mnie to, że skończyłam, a historia dotarła do tego etapu, przy którym czuję ulgę i radość, że oddałam wszystko to, co mogłam – i to pomimo tego, że wszystko nie zawsze szło zgodnie z moimi założeniami czy pragnieniami. Scenariusze tej historii zmieniały się raz za razem, a ja zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko jest doskonałe – zwłaszcza początku, które mogłyby być lepsze, ale… Nie, nie żałuję niczego, bo to właśnie na tym opowiadaniu tak naprawdę nauczyłam się pisać, a pomiędzy pierwszymi a ostatnimi rozdziałami widzę różnice tak wielkie, że wtedy naprawdę czuję, że jestem z siebie dumna – bo wiem, że rozwinęłam się na lepsze, choć jeszcze wiele pracy przede mną, bo przecież człowiek uczy się przez całe życie.
Pamiętam swoje początki, jeszcze na Onecie, więc tym bardziej cieszę się, że udało mi się dociągnąć tę historię do końca. Pierwszy raz na dobre żegnam się z którymkolwiek ze swoich blogów, świadoma tego, że nie dodam kolejnego rozdziału. To coś innego, aniżeli zakończyć kolejną księgę opowiadania, bo tym razem czuję, że na swój sposób kończę kolejny etap. Jeśli chodzi o to opowiadanie… Pierwotny plan był inny, a ja zamierzałam napisać jeszcze jedną, piątą księgę, ale w trakcie pewne rzeczy uległy zmianie, a ja poczułam, że to już. Samo rozwiązanie tej części znacznie różni się od pierwowzoru, który miałam w głowie jeszcze kilka lat wcześniej, ale czuję, że tak jest lepiej. Potrzebuję odpoczynku i dystansu, a pisanie kolejnej księgi na siłę nie byłoby czymś, co satysfakcjonowałoby mnie albo Was – tym bardziej, że ostatnia część działaby się kilka znaczących lat po rozwiązaniu akcji tego opowiadania. Nie ukrywam, że te pomysły wciąż są we mnie i znacznie ewoluowały, być może na tyle, by przerodzić się w zupełnie nową historię. Odchodzę, zostawiając za sobą otwarte drzwi, bo rozwiązanie księgi czwartej dalej mi furtkę, którą w każdej chwili mogę wykorzystać – a jeśli to zrobię, bez wątpienia będziecie o tym wiedzieć, bo nigdy nie porzucam swoich opowiadań i czytelników bez chociażby słowa wyjaśnienia. Tak jest i tym razem, co zresztą można zauważyć, skoro zmobilizowałam się do napisania tych kilku słow.
W tym miejscu chyba powinnam pokusić się o długą listę podziękowań i słodyczy, jak to robię na innych moich blogach, ale tym razem się powstrzymam. Dlaczego? Z prostego powodu. Ten blog, ta historia… Już nawet nie chodzi o to, że od kilku miesięcy miewałam poczucie pisania w pustkę. Wiem, że byliście, jesteście i być może będziecie, bo naturalnie nie skasuję tego bloga, w nadziei, że komuś jeszcze moje opowiadanie przyniesie choć trochę radości – bo w końcu cóż jest piękniejsze od czytania, prawda?
Przez te lata przez moje życie i obie wersje tego bloga przewinęło się dość osób, bym do wieczora spisywała kolejne imiona i przezwiska, a pewnie finalnie i tak bym o kimś zapomniała. Kolejni czytelnicy przychodzili i odchodzili, ale czasami nawet kilka pojedynczych słów znaczyło dla mnie bardzo wiele. Nie jestem w stanie wyrazić w pełni wdzięczności, którą czuję wobec każdej osoby, która uznała moją twórczość za wartą tego, żeby przeczytać choć kilka linijek, więc powiem jedyną rzecz, która przychodzi mi do głowy: dziękuję.
Dziękuję każdemu, kto dotarł albo dotrze do tego miejsca.
Co mogłabym jeszcze powiedzieć? To były cudowne lata, a ja bez wątpienia prędzej czy później tutaj wrócę, żeby powspominać albo poprawić błędy – bo wiem, że było ich sporo. Na tę chwilę moja przygoda z „Another Twilight Story” jest zakończona, chociaż to oczywiście nie znaczy, że znikam z blogosfery, a tym bardziej rezygnuję z pisania. Lista aktualnie prowadzonych przeze mnie historii jest dostępna w lewej kolumnie bloga (tak, tak – twórcze „Inne” w nazwie gadżetu) albo w moim profilu, ale może dla formalności przytoczę również tutaj:
Na koniec dodam jeszcze, że cały zbiór mojej twórczości można znaleźć pod nowym, niedawno stworzonym niedawno blogu, który porządkuje całą moją twórczość – a więc wszystkie opublikowane przeze mnie opowiadania i teksty:
To chyba wszystko z mojej strony. Dla zainteresowanych, odrobina statysty, jeśli chodzi o dzień dzisiejszy i ostateczne zakończenie tego bloga [KLIK i KLIK]. Gdyby ktoś chciał nawiązać ze mną kontakt, jestem dostępna pod GG – 4053520 albo male’m – justyna1062@op.pl.
Tyle z mojej strony – i ja też będę pamiętać.

Nessa


After We Fall
stories by Nessa